wtorek, 24 grudnia 2013

Święta, święta...

Tradycyjnie jak co roku, sypią się życzenia wokół,
Większość życzy świąt obfitych i prezentów znakomitych.
A ja życzę, moi mili, byście święta te spędzili,
tak jak każdy sobie marzy. Może cicho bez hałasu,
idąc na spacer do lasu, może w gronie swoich bliskich,
jedząc karpia z jednej miski, może gdzieś tam w ciepłym kraju,
czując się jak Adam w raju, może lepiąc gdzieś bałwana,
jeśli śniegiem ziemia zasypana...

Kochani czytelnicy!
Życzę wam wszystkiego dobrego, zdrowia, szczęścia, radości i spełnienia marzeń!
Dziękuję wam, że byliście ze mną przez ten rok!
Kocham was Miśki!! ♥♥






















poniedziałek, 23 grudnia 2013

Zostań potrzebuję cię tu...

Rzucamy ścianą o groch,
Biegniemy w siebie przed tył,
Jutro wymyśli nas proch,
I urodzimy się w pył,
Nic nie znaczące to coś,
I najważniejsze to nic,
Widziałem dzisiaj twój głos,
Nie ma nikogo, jak Ty,
Dlatego...

Zostań potrzebuję cię tu,
To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół,
Zostań poukładaj mi sny,
Jeden z nich na pewno to my,
Zostań potrzebuję cię tu,
To co w sobie mam nie chce się dzielić na pół,
Zostań poukładaj mi łzy,
Jedna z nich na pewno to Ty.

Każdy dzień przypomina mi to, 
Jesteś pośrodku mej głowy jak echo,
Pogubiliśmy gdzieś kod,
Potem pomyliliśmy peron,
Biegnę do ciebie,
Jak sprawne wojsko pokonuję próg,
Gapię się w gwiazdy na niebie,
Tak jakbym wiedział, że nie czekasz już...

Zostań potrzebuję cię tu,
To co w sobie mam tylko ciągnie mnie w dół,
Zostań poukładaj mi sny,
Jeden z nich na pewno to my,
Zostań potrzebuję cię tu,
To co w sobie mam nie chce się dzielić na pół,
Zostań poukładaj mi łzy,
Jedna z nich na pewno to Ty.

Też uważacie, że ta piosenka ma niesamowite słowa? ♥
Jamal-Peron










środa, 27 listopada 2013

Cel życia...

Są serca,
co żal w sobie noszą.
Są usta,
co o nic nie proszą.
Są ludzie,
co dumę swą mają.
Dramatu losu
poznać nie dają.
Są źli,
co nie znają dobrego.
Są dobrzy,
co nie znają złego.
I uśmiechnięci,
choć w oczach cierpienie.
Z tęsknotą czekają
na własne zbawienie.
Świat kolorowy
jest pokręcony.
Nie ważne
z której to patrzysz strony.
Wszystko choć piękne.
to bardzo złudne.
Poznać cel życia.
jakież to trudne...



niedziela, 10 listopada 2013

Miłość, przyjaźń, wspomnienia...

Miłość

"Zakochany jest jak człowiek w lesie, zapatrzony w jedno drzewo"

"Moja miłość jest we krwi, to płynie jak czujesz"

"Każdy zakochany jest poetą"

"Teraz nie wyobrażam sobie, że cię nie ma w moim życiu"

"Prawdziwa miłość, to przyjaźń doprawiona namiętnością"

"Pragnę patrzeć w twoje oczy, ciepłem twych ramion ogrzewać się w nocy"

"Kiedy się kładę myślę o tobie, kiedy cię widzę kocham się w tobie..."

"Kochałam ciebie, ty kochałeś mnie, ale nigdy nie kochaliśmy się nawzajem"

"A ja proszę o tak niewiele, chcę mieć przy sobie tylko ciebie!"

"Żegnaj na zawsze...
Zapomnij co było...
Przepraszam za kłopot, dziękuje za miłość..."

Przyjaźń

"Pamiętam jak byłeś moim najlepszym przyjacielem, teraz mijasz mnie bez słowa"

"Czasami traci się przyjaciół bywa, że przyjaciel zmienia się we wroga, ale najgorsze jest kiedy przyjaciele stają się sobie kompletnie obcy"

"Bo przyjaciel to członek rodziny, którego sam sobie wybrałeś"

"Fajnie mieć taką świadomość, że masz osobę na której możesz polegać i wiesz, że zawsze będzie przy tobie"

"Naj­lep­szym przy­jacielem jest ten, kto nie py­tając o powód smut­ku, pot­ra­fi spra­wić, że znów wra­ca radość"

Wspomnienia

"Lubię siedzieć po ciemku, wsadzić słuchawki w uszy i myśleć o tobie"

"Nie lubię wspominać, nie lubię tęsknić, nie lubię myśleć o tym, co było i porównywać tego z tym, co jest, a mimo wszystko robię to bardzo często, a wręcz powiedziałabym, że systematycznie"

"Ból w sercu, ciche łzy, złe wspomnienia, no i ty"

"Rozstania nadszedł czas, ale wspomnienia na zawsze pozostaną w nas"

"Wspomnienia to do siebie mają, chcesz czy nie chcesz zawsze wracają"

"Wśród wielu wspomnień miej choć jedno o mnie"


Życie

"Czas tak szybko płynie, żyj chwilą!"

"Chcesz być jedyny w swoim rodzaju?
Bądź sobą!"

"Ludzie postrzegani jako "inni" to zazwyczaj ci, którzy później zmieniają świat"

"Każdemu kto kiedykolwiek powiedział ci, że do niczego się nie nadajesz, mówię, że wcale nie jest lepszy!"

"Czasem trzeba zaliczyć porządny upadek, żeby wiedzieć na czym się stoi"

"Jeśli czujesz się opuszczony, to wiedz, że świat potrafi być bardzo samotnym miejscem, ale bez ciebie byłby jeszcze bardziej pusty"

"Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał się poddać, przypomnij sobie, co sprawiło, że do teraz walczyłeś!"

"Wspieraj muzykę każdego dnia, ponieważ nie ma dnia, w którym muzyka nie wspierałaby ciebie"

"Kochaj ludzi nie rzeczy, używaj rzeczy nie ludzi"

"Nie jestem doskonała, ale doskonale sobie z tym radzę"

"Ceń się, a najlepiej bądź bezcenna, prosto z serca.
Zapamiętaj..."

"Życie to najlepszy nauczyciel, lecz zbyt dużo bierze za swoje lekcje"

"Wszystko jest prostsze niż myślisz i jednocześnie bardziej skomplikowane, niż sobie wyobrażasz"

"To co czynimy za życia, odbija się echem w wieczności"

"Na ustach uśmiech, a w sercu ból. To najtrudniejsza z życiowych ról"

Więc Kochani zapamiętajcie sobie, że warto walczyć o swoje ŻYCIE...

środa, 30 października 2013

"Happy Halloween"

Dom tonie w czerni i pomarańczy,
pan kościotrup z duchem tańczy,
śmierć u progu wita gości,
wszędzie pełno sztucznych kości.

Pająków, skorpionów cała gromada,
nietoperz do lotu skrzydła rozkłada,
zły wilkołak z czarownicą,
na miotle do księżyca lecą.

Głowa z dyni światłem świeci,
gdzieś się skryły nasze dzieci,
słyszę kroki, trzaski, odgłosy sapania,
z mroku jakiś potwór się wyłania...

piątek, 25 października 2013

"Spadająca Gwiazda"

 

Kiedy jesteś małym dzieckiem
Wiele marzeń w sercu masz
Ale gdy dorastasz - z wiekiem
To przy jednym pięknym trwasz...

Patrzysz na świat pełen łez
Nie wiesz dokąd tak Cię gna
Ale gdy zrozumiesz sens
Cichą wiarę w sercu masz...

I gdy noc gwiazdy pobudzi
Ty z nadzieją szukasz tej
Która chciałaby się potrudzić
By spełnić Twój sen...

Nagle taka właśnie spada
Z cichym wołaniem serc
Ta co sens wytrwałości nada
Byś Ty mógł uśmiechnąć się...

Wtedy patrz głębokim spojrzeniem
Jak ta gwiazda pięknie lśni
Bo to właśnie na Twoim niebie
Spełnią się dzisiaj Twe sny...

środa, 23 października 2013

"Moja Gwiazda"

Noc, noc, noc, niebo pełne gwiazd,
zmrok się w ciemność nagle zmienia.
Wiem, wiem, wiem, jedna spośród nich
może moje spełnić pragnienia.

Nikt nie dowie się, czego bardzo chcę,
o czym marzę gdzieś na serca dnie.
Chyba tylko ty możesz w oczach mych
znaleźć tę ukrytą prawdę...

Gwiazda w górze lśni,
pierwszym mym życzeniem jesteś ty.
Spadająca gwiazda spełnia sny,
w których główną rolę grasz ty...

Tak, tak, tak - spada jedna z gwiazd,
cicho zsuwa się z wysoka.
Może dziś wreszcie powiem ci,
powiem, jak cię bardzo kocham.

Cały świat niech wie, że ja kocham cię,
że bez ciebie żyć nie umie już.
Popatrz w oczy me, bo gdzieś na ich dnie
znajdziesz tę ukrytą prawdę...

wtorek, 22 października 2013

"Uczucie zwane Miłością"

Do niedawna nie byłem pewien, co oznacza miłość. Nie byłem nawet ciekaw. Nigdy nie spotkałem osoby, do której czułbym coś więcej, mógłbym ją pokochać. Nie czułem się przez to gorszy, tylko nie miałem potrzeby bycia zakochanym. Sytuacja znacznie się zmieniła, gdy przyszła do klasy nowa uczennica. Przez pierwsze kilka sekund zaniemówiłem na jej widok. Zdawało mi się, że miłość od pierwszego wejrzenia występuje tylko w filmach, lecz się myliłem. To była moja pierwsza, prawdziwa i największa miłość. Nigdy w całym moim życiu nie ujrzałem piękniejszego zjawiska. Serce zaczęło mi szybciej bić. Marzyłem, aby porozmawiała ze mną choć przez chwilę. Gdy zajęła miejsce w ławce przede mną, myślałem, że umrę z zachwytu. Nie zważając na to, że nadal trwała lekcja, zacząłem z nią konwersację, Jej piękny głos był jak śpiew syren. Po krótkiej rozmowie nauczycielka zwróciła nam uwagę i musieliśmy przerwać.
W ciągu następnych dni udało mi się zaledwie dwa razy z nią porozmawiać. Zapewne nadal była nieufna wobec innych uczniów. To było oczywiste, musiała się przyzwyczaić do nowego otoczenia. W miarę upływu czasu rozmawialiśmy coraz częściej, także na lekcjach, co wiązało się z częstymi uwagami w dzienniku.
Pewnego popołudnia, gdy byłem na spacerze w parku z moim psem, spotkałem Selenę także w towarzystwie uroczego pieska (a właściwie suczki). Nasi ulubieńcy od razu się polubili i biegały razem radośnie. Dzięki temu mogłem spędzać więcej czasu z piękną wybranką mego serca. Wiedziałem jednak, że kiedyś będę musiał wyjawić jej moje uczucia. Nie miałem jednak tyle odwagi, więc postanowiłem poczekać. I właśnie moja nieśmiałość doprowadziła do klęski.
Pewnego dnia w szkole zauważyłem, że Selena rozmawia z jakimś przystojnym chłopakiem z innej klasy. Patrzyła w niego oczarowana i ciągle się uśmiechała. Poczułem się strasznie, zazdrosny i już miałem wkroczyć, kiedy uzmysłowiłem sobie, że ona nie wie o moich uczuciach i źle by to odebrała. Musiałem to jakoś znieść, lecz z dnia na dzień było coraz gorzej. Selena zaczęła z nim spędzać coraz więcej czasu, zupełnie zapominając o moim istnieniu. Coraz rzadziej spotykaliśmy się w parku na spacerach. Nie zapomnę tego dnia, kiedy to ujrzałem ich całujących się przed szkołą. Cały mój świat zawalił się, nie miałem po co żyć. Czułem, jakby coś we mnie umarło, straciłem cel istnienia.
Przez wiele dni nie mogłem dojść do siebie. Chodziłem po domu bez celu. Moja mama mówiła mi, że prędzej czy później znajdę tą jedyną. Przecież to niemożliwe!! To ona była tą wyśnioną, tą jedyną. Wciąż smutny i melancholijny wyszedłem z psem na długi spacer. Ku mojemu zaskoczeniu spotkałem tam Selenę. Od razu zrobiło mi się milej, wiedziałem, że nie będzie już moja, lecz nadal możemy być przyjaciółmi, tak jak zawsze. Po krótkiej wymianie zdań spytałem, jak się jej układa z tamtym chłopakiem. Selena zaczęła go wychwalać, mówić, że to najwspanialszy chłopak pod słońcem. Z trudnością umiałem powstrzymać swój gniew i zazdrość. Tak spacerując zauważyłem jakąś parę całującą się za drzewem. Gdy Selena byłą zajęta wołaniem naszych psów, ja zbliżyłem się do tej pary i zobaczyłem znajomą twarz. Tak! To był chłopak Seleny! Postanowiłem jednak szybko pójść z nią w inną stronę, tak by go nie zauważyła. Może mi się tylko zdawało, że to on, zrobiłbym tylko niepotrzebne zamieszanie. Jeżeli to on, to na pewno się to niedługo wyjaśni. Odprowadziłem ją więc do domu, a potem i ja sam wróciłem do siebie. Przez całą noc nie mogłem zasnąć, zastanawiając się czy dobrze postąpiłem. Może powinienem jej powiedzieć? Może nie powinienem przed nią tego ukrywać? Takiego typu pytania pojawiały się w mojej głowie przez całą noc i cały następny dzień, a ja ciągle nie znajdowałem na nie odpowiedzi. Postanowiłem jednak wyjaśnić całą sprawę. Przeszedłem się do klasy tego chłopaka i poprosiłem go na stronę. Wyjaśniłem mu, że widziałem go z inną dziewczyną wczoraj wieczorem w parku. On, gdy tylko to usłyszał, wykrzyknął, że to brednie, że to największa bzdura, jaką w życiu usłyszał. Odchodząc, powiedziałem mu, że jeżeli to jednak jest prawda, to Selena powinna się o tym dowiedzieć. Nawet nie domyślałem się wtedy, że to ostatnie zdanie tyle będzie mnie kosztowało. Po szkole Chris, bo tak miał na imię ten chłopak, zaciągnął mnie do bramy i nieźle mi dołożył, lecz w ostateczności to ja wyszedłem z bójki zwycięsko. Selena widząc, co się dzieje, podbiegła i krzyknęła, żebym zostawił jego i ją w spokoju. Była oburzona całą sytuacją i całą winę zwaliła na mnie. TO właśnie mnie oskarżała o rozpoczęcie bójki. Gdy wyjaśniłem, co było prawdziwą przyczyną potyczki, nie chciała uwierzyć. Nie dopuszczała do siebie myśli, że jej chłopak mógłby ją zdradzić. Szybko go objęła i oboje odeszli w pośpiechu. Byłem załamany. Nie dość, że Selena ma chłopaka, to jeszcze jest na mnie obrażona i prawdopodobnie już nigdy się do mnie nie odezwie. Nic gorszego wydarzyć się nie mogło... A jednak! Gdy wychodziłem z bramy, nieświadomie wpadłem na ulicę wprost pod nadjeżdżający samochód.......
Następne, co zobaczyłem, to Selenę budzącą mnie. W pierwszym momencie zdawało mi się, że jestem w niebie, lecz szybko uzmysłowiłem sobie, że w szpitalu. Wskazywał na to lekarz stojący obok łóżka i niezliczona ilość kroplówek i igieł. Na widok tych ostatnich o mało co nie zemdlałem, lecz widok mej bogini ocucił mnie. Mama siedziała z drugiej strony łóżka zapłakana, a tuż obok niej stała moja ukochana starsza siostra. Kiedy już doszedłem do siebie, Selena poprosiła moją mamę, żeby zostawiła nas samych. Gdy opuściła pokój wraz z lekarzem, żeby załatwić formalności, Selena wszystko mi opowiedziała. O tym, jak moja siostra wyjaśniła jej o zdradzie jej chłopaka, która trwała już od kilku tygodni. Przepraszała mnie z całego serca za to, że mi nie uwierzyła, zaczęła płakać, obwiniać się, że ten wypadek był przez nią. Ja próbowałem ją pocieszyć, tłumaczyłem, że to nie jej wina. Moja siostra Katie także wyszła z pokoju pod pretekstem szukania mamy, chciała bowiem zostawić nas samych. Mocno objąłem Selenę i pocieszałem. Poczułem nagle niezwykłe ciepło, dziwne uczucie, jakiego jeszcze nigdy nie doznałem. Nagle uniosła lekko głowę i wyznała mi, że od dawna się we mnie podkochiwała. Chciałem coś odpowiedzieć, lecz zabrakło mi słów. Najważniejszy moment w moim życiu, a ja nie mogę nic powiedzieć! Po długiej chwili wyksztusiłem nareszcie, że gdy tylko weszła do naszej klasy, zakochałem się w niej do szaleństwa. Po tych miłosnych wyznaniach nastąpił długi, gorący pocałunek, który pamiętam jeszcze do dnia dzisiejszego. Wypadek, który z pozoru wyglądał groźnie, skończył się tylko złamaniem kilku żeber i prawej nogi. Przez 3 tygodnie codziennie po szkole Selena odwiedzała mnie w szpitalu. Te trudne chwile jeszcze bardziej wzmocniły nasz związek. Dopiero gdy wróciłem do szkoły, koledzy i koleżanki w klasie urządzili przyjęcie powitalne i dowiedzieli się, że jestem z Seleną. Wszyscy nam gratulowali. Czułem się wspaniale. Świat nie mógłby być piękniejszy. Oboje byliśmy bardzo szczęśliwi w naszym związku. Kiedy nadeszło lato, wybraliśmy się na obóz wraz z kilkoma przyjaciółmi z klasy i opiekunem. Rodzice niestety za bardzo się o nas troszczą i boją, by puścili nas samych. Ach ci rodzice.... Niemniej jednak, było wspaniale. Górskie powietrze, wspaniałe widoki, po prostu cudownie. W nocy rozpaliliśmy ognisko i opowiadaliśmy sobie straszne opowieści. Selena leżała wtulona we mnie i obejmowała mnie, ponieważ bała się naszych historii. Po kilku godzinach nieustannego gawędzenia postanowiliśmy pójść spać. Na drugi dzień wybraliśmy się nad rzekę. Zrobiliśmy konkurs, kto złowi największą ilość ryb. Selena złapała najwięcej, a ja, znany z niewyobrażalnego pecha, nie dość, że nie złowiłem ani jednej sztuki, to jeszcze wypadłem z łódki i musieli mnie wyławiać. Postanowiłem udawać nieprzytomnego. Selena nieświadoma mego żartu, bardzo się przejęła i zaczęła reanimację metodą usta-usta ku mojemu niezwykłemu zadowoleniu. Po długich zmaganiach wreszcie ocuciła mnie, lecz niestety domyśliła się, co było grane i obraziła się na mnie. Musiałem ją cały dzień błagać, aby mi wybaczyła, jednak dopiero pod wieczór nie wytrzymała. Późnym wieczorem wybraliśmy się we dwoje na romantyczny spacer po lesie. Zatrzymaliśmy się przy jeziorze i zaczęliśmy się całować. Poczułem jednak, że coś jest nie tak. Przerwałem i spytałem, czy wszystko w porządku. Selena ze smutkiem odpowiedziała, że nie. Przed wyjazdem na obóz rodzice oznajmili jej, że muszą wyjechać do Anglii na minimum dwa lata, ponieważ jej ojciec znalazł tam bardzo dobrze płatną pracę. Gdy wypowiedziała te słowa, stanąłem jak wryty. Po prostu zwaliło mnie z nóg. Rozstać się z Seleną, mą przepiękną boginią i wybranką serca na dwa lata?! Przez resztę obozu byłem strasznie smutny, tak samo ona. Po powrocie błagałem jej rodziców, żeby zostali, ponieważ nie potrafię żyć bez niej. Nie odniosło to jednak żadnego skutku. Trzeba było pogodzić się z faktem. Pewnego dnia poszedłem na spacer i stanąłem pośrodku mostu, wpatrując się w przepiękne odbicie księżyca w rzece. Przypomniały mi się wszystkie najwspanialsze chwile spędzone z Seleną: jak pierwszy raz ją ujrzałem, wspólne spacery w parku, pobyt w szpitalu i wszystkie inne wydarzenia. Mój pies pewnie też będzie tęsknił za swą towarzyszką. Nie wiem, jak ja wytrzymam tyle czasu. Pogrążony w myślach, nie zauważyłem nawet, że jest już północ. Wróciłem więc do domu. Gdy tylko przekroczyłem próg mojego domu, w moje ramiona wpadła Selena. Pocałowała mnie i powiedziała, że wszystko już będzie dobrze. Okazało się, że rodzice Seleny po rozmowie z moją kochaną siostrą doszli do wniosku, że na te dwa lata Selena może się do niej wprowadzić! Na początku nie mogłem w to uwierzyć. Gdy ochłonąłem, ucałowałem moją ukochaną siostrę i serdecznie podziękowałem rodzicom Seleny. Na koniec podrzuciłem Selenę do góry i zaczęliśmy się całować bez pamięci. Nigdy w całym moim dotychczasowym życiu nie byłem bardziej szczęśliwy. Sam się do dzisiaj pytam, dlaczego nie szukałem tego tak urokliwego i fantastycznego uczucia jakim jest MIŁOŚĆ...

poniedziałek, 21 października 2013

"W życiu człowieka"

Każdy ma do przebycia
Swoją podróż życia
Mijamy stacje życiowe
jedne szare
Inne zaś kolorowe
Poznajemy ludzi
Którzy wsiadają i wysiadają
Lub też do końca podróży
Przy nas pozostają
Każdy z nas wybiera
Swój przedział życiowy
Jednym wystarcza zwykły
Innym zaś luksusowy
Lecz nie ważny jest luksus
W życiu człowieka
Bo sensem tej podróży
Jest miłość do drugiego człowieka.

niedziela, 20 października 2013

"Przyjaźń"

Przyjaźń to źródło nieustannej radości,
to łańcuch pięknej i beztroskiej miłości...
to chwile prawdy i zrozumienia...
To wspólny uśmiech i łzy cierpienia...
to przynależność do pewnej osoby...
to poświęcenie w ciągu każdej doby.
To umieć pocieszać, mieć dokąd pójść gdy w twoje serce ktoś wbije nóż,
to zawsze ciepłe i otwarte ramiona w których dla ciebie znajdzie się ochrona...
Przyjaźń trwa wiecznie
i nigdy nie umiera,
i nigdy nie tracisz
prawdziwego przyjaciela...

sobota, 19 października 2013

"Dlaczego mnie ranisz?"

- Dlaczego to robisz?
- Ale co?
- Dlaczego mnie ranisz?
- Niby jak?
- Ranisz mnie, ranisz me serce i wszystko co wpadnie w moje delikatne ręce.
Ranisz me uczucia, ranisz me łzy i wiem, że może głupio to brzmi.
I jeszcze raz powtórzę się, proszę nie zostawiaj i nie rań mnie...

piątek, 27 września 2013

"Wystarczy Wierzyć"

Była noc, a ja się modliłam.
Prosiłam Boga o pomoc, aby dał nauczkę tym którzy się śmieją z cudzego nie szczęścia.
Tak bardzo się bałam następnych dni mojego życia.
Byłam okropnie potraktowana przez los...
Należałam do niepełnosprawnych, urodziłam się z niedowładem nóg.
Pragnęłam poczuć jak to jest chodzić i jeszcze ten rozwód rodziców...
Moje życie niema sensu, nie chcę chodzić do szkoły, ponieważ źle mnie tam traktują.
Nawet nauczyciele się na mnie uwzięli.
Najchętniej uciekłabym z tego miejsca, na zawsze...
Skończyłam się modlić i położyłam się spać.
Na następny dzień prosiłam mamę o zostanie w domu.
Nie zgodziła się, w ogóle od rana była w złym humorze.
To pewnie przez to rozstanie z tatą. Kochałam go tak samo, jak mamę, ale niestety nic nie może przecież wiecznie trwać, tak jak kłótnie rodziców.
Zjadłam śniadanie, mama pomogła mi się ubrać i przed wyjściem zatrzymała mnie na chwilkę.
Popatrzyła na mnie ze łzami w oczach i powiedziała:
- Córeczko, wiesz jak bardzo cię kocham.
Jak tylko miałabym pieniądze, od razu zapłaciłabym ci za operację. Ale niestety nie mam, a jeszcze po tym rozwodzie z ojcem...
Dalej nie dokończyła. Widziałam jak łzy spływają jej po policzkach.
Położyłam jej dłoń na ramieniu i powiedziałam:
- Nie płacz mamo, to nie twoja wina.
Przecież wiem, że nie stać nas na operację. Nie myśl, że jestem zła z powodu taty i całej tej sprawy.
Ja też cię kocham, ale muszę już iść.
Mama popatrzyła na mnie, a ja się skromnie do niej uśmiechnęłam.
- Dobrze, ale uważaj na siebie i wróć od razu po lekcjach.
- Oczywiście, to pa.
Pożegnałam się i wyjechałam z domu.
Wiedziałam, że czeka mnie ciężki dzień...
Zima. Najgorsza pora roku dla mnie. Bardzo źle mi się jedzie na nie odśnieżonych chodnikach.
Ale teraz trochę o mnie. Nazywam się Angela Williams. Mam 14 lat i uczęszczam do drugiej gimnazjum. Nienawidzę tego miejsca, przez to że inni uczniowie traktują mnie jak śmiecia.
Nie mam przyjaciół, ani rodzeństwa. Kocham rysować to moje hobby.
W przyszłości chciałabym zostać malarką, ale to niemożliwe przez moją niepełnosprawność.
Dojechałam do szkoły i po wejściu do szatni, zaczęło się to co zwykle.
Wszyscy się na mnie patrzyli z takim obrzydzeniem i coś szeptali.
Na pewno nie było to coś miłego, ale ja się tym nie przejmowałam.
Wyjechałam z szatni i zatrzymała mnie pani polonistka Theresa McNerphs.
- Witaj Angie, czy wyczyściłaś koła przed wejściem na korytarz?
Zapytała mnie, ale na pewno znała odpowiedź.
- Nie, proszę pani.
- To na drugi raz pamiętaj, inaczej powiem panu dyrektorowi, że zanieczyszczasz korytarz.
- Oczywiście, już będę pamiętać.
- No mam nadzieję.
Odpowiedziała i odeszła w stronę pokoju nauczycielskiego.
Ja pojechałam pod klasę i wyciągnęłam książkę ze swojej torby i zaczęłam czytać.
Po chwili obok mnie stanęli chłopcy, najwyższy z nich porwał moją książkę i powiedział:
- Co czytasz kujonico?
- Oddaj to Eryk.
- Haha, niema mowy!
Złapał książkę w obie ręce i zaczął targać strony.
- Proszę, przestań!
Reszta chłopaków zamiast coś zrobić, to dopingowała Eryka.
Po chwili rzucił ją na ziemię i odszedł. Podniosłam ją i zobaczyłam, że do niczego się już nie nadaję.
Słone łzy spływały mi po policzkach. Następne godziny mijały bez problemowo.
Po lekcjach przebrałam się w szatni i skierowałam się w stronę domu.
Było bardzo zimno, a przede mną była długa droga.
Nagle wjechałam na zlodzoną część chodnika i się przewróciłam.
Ciężko było mi się pozbierać, ale usłyszałam głos. Spojrzałam w górę i zobaczyłam chłopaka.
- Nic ci się nie stało?
Zapytał mnie z uśmiechem na ustach.
- Nie nic, dzięki że pytasz.
Próbowałam wstać, ale na marne.
- Poczekaj, pomogę ci.
Podniósł mój wózek i pomógł mi na nim usiąść.
- Dziękuje, naprawdę bardzo mi pomogłeś.
- Niema sprawy. Jak się nazywasz?
Zapytał.
- Jestem Angela Williams.
- Ja nazywam się Louis Stevens.
- Miło mi cię poznać.
To był ten pierwszy raz, kiedy rozmawiałam z chłopakiem. Było tak przyjemnie.
Czułam jak rumienię się na twarzy, gdy posyłał do mnie swój słodki uśmiech.
Odprowadził mnie do domu i zapytał czy kiedyś się jeszcze spotkamy.
Ja podałam mu swój numer telefonu i się pożegnałam.
" To było wspaniałe uczucie, jakby motyle...
Tak, motyle fruwające mi w brzuchu...
Czyżbym się zakochała?
Nie to niemożliwe, przecież on nie zechce takiej pokraki jak ja..."
Nagle moje myśli przerwał dzwonek telefonu. Wyświetlił się jakiś numer, ale odebrałam.
- Halo?
- Hej to ja, Louis. Pamiętasz mnie jeszcze?
Słysząc jego głos, śmiałam się sama do siebie.
- Tak, no pewnie.
- To miło, chciałem usłyszeć jeszcze twój głos i chyba się udało.
- Naprawdę?
Zwykle ludzie mnie nie akceptują, ze względu na wózek.
-Nie rozumiem ich, przecież to nie ty wybierałaś sobie życia.
- Ale oni już tacy są, nic nie zrobisz...
Westchnęłam.
- Ja zrobię, jeżeli usłyszę od ciebie, że ktoś coś do ciebie ma.
Nie pozwolę na to, żeby ktoś się z ciebie śmiał.
" No nie wierzę...
Dość, że stał się moim przyjacielem, to jeszcze obrońcą.
Najwspanialszy dzień mojego życia!"
Potem rozmowa ciągła się dalej.
Po godzinie odłożyłam telefon i zaczęłam rozmyślać o tym wszystkim co mnie dzisiaj spotkało.
Było mi tak ciepło, choć na dworze było -5 stopni Celsjusza.
Ciągle o nim myślałam, o chłopaku który jako pierwszy zaakceptował moją niepełnosprawność...
Po szkole umówiłam się z nim w parku. Na miejscu znowu wyciągnęłam książkę i zaczęłam czytać.
Po paru minutach, widziałam jak z daleka Louis się już do mnie uśmiecha.
- Hej, jak się czujesz?
- Dobrze, miło że pytasz.
Na moich policzkach zawitał lekki rumieniec.
- Nie wiem, czy ktoś ci to kiedyś mówił, ale jesteś uroczą dziewczyną Angie. Bardzo cię lubię, wreszcie mogę nazwać kogoś przyjacielem...
Nie wiedziałam co powiedzieć. To była ta chwila kiedy patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Nagle Louis delikatnie dotknął mojego policzka i nieśmiale pocałował. Otworzyłam oczy i poczułam się jak w niebie. Louis patrzył na mnie z uśmiechem. Teraz wiedziałam, że on też odwzajemnia moje uczucia. Ciszę przerwał dzwonek telefonu. To był mój.
- Przepraszam, muszę odebrać.
- Niema sprawy...
- Halo?
- Angie, wracaj do domu, robi się już późno.
- Dobrze mamo, już wracam, pa.
Odłożyłam telefon i zwróciłam się do Louisa:
- Muszę już iść.
- Szkoda, kiedy następne spotkanie?
- Nie wiem, dam ci znać, to pa.
Przyciągnęłam do siebie Louisa i delikatnie pocałowałam.
Odjechałam w stronę domu. Zdałam sobie sprawę, że moje życie zaczęło nabierać barw.
Gdy wjechałam do mieszkania, mama zawołała mnie do salonu na rozmowę.
Byłam zdziwiona i ciekawa o co chodzi.
- Córciu, wiesz że ojciec odszedł od nas i zbił niesamowity majątek?
- Tak wiem, ale o co chodzi dokładnie?
- Tata dał mi pieniądze dla ciebie na operację.
Nie mogłam uwierzyć w słowa mamy. Przecież to za duża suma, skąd tyle wziął?
- Jak to?
Czyli będę mogła chodzić?
Zapytałam uradowana.
- Tak kochanie.
Nawet nie wiecie jak się ucieszyłam. W końcu stanę na nogi, to było moje największe marzenie!
Jestem tak wdzięczna ojcu...
- Kiedy operacja?
- Za dwa dni.
- Dobrze, pójdę już.
Pojechałam do swojego pokoju i wyobrażałam sobie jak to będzie.
Postanowiłam zadzwonić do Louisa i powiedzieć mu o tej sprawie.
- Halo?
- Cześć Louis, to ja.
- Hej, co tam?
- Muszę ci coś powiedzieć...
Byłam taka ciekawa co on powie na tą operację.
- Tak?
- Pojutrze mam operację, może będę chodzić!
- Naprawdę?!
Wspaniale, na pewno bardzo się cieszysz.
- Nawet nie wiesz jak bardzo!
To było moje największe marzenie.
- Trzeba wierzyć w spełnianie marzeń.
- Tak, ja uwierzyłam.
- No dobrze, muszę kończyć pa.
- Pa.
Odłożyłam telefon i położyłam się spać.
To dzisiaj. Dzisiaj miałam operację.
Czekałam w szpitalu, razem z mamą.
Chyba denerwowała się bardziej ode mnie.
- Nie bój się mamo, to specjaliści.
- Wiem kotku, ale bardzo się o ciebie boję.
- Spokojnie, wszystko będzie w porządku.
Po chwili usłyszałam jak pielęgniarka zawołała moje imię.
Podjechałam do niej i powiedziałam, że to ja.
Zanim pojechałam za nią, pomachałam mamie.
Szykowali różne przyrządy i kazali mi się położyć na stole operacyjnym.
Wstrzyknęli mi coś w ramię i jedynie co jeszcze zapamiętałam, to był blask dużych świateł, a potem ciemność...
Powoli się budziłam.
Przetarłam oczy i się rozglądnęłam.
Byłam nadal w szpitalu. Spostrzegłam moje stopy, wystające spod kołdry.
Ruszałam palcami i mogłam to poczuć.
" Czyżby się udało?"
Pytałam samą siebie.
Nagle do pomieszczenia weszła mama i płakała.
- Co się stało?
- Nic, po prostu płaczę ze szczęścia.
- Udało się?
Mama pokiwała twierdząco głową.
- Czy mogę wstać?
- Tak, pani doktor pozwoliła, ale powoli.
Zdjęłam nogi z łóżka i postawiłam na ziemi, ruszając energicznie palcami.
Podparłam się łóżko i zaczęłam wstawać. Po chwili stałam już wyprostowana, na własnych nogach.
- Mamo, ja stoję!
- Tak córciu, widzę!
Taka radość mnie przepełniała, że nie wiedziałam kiedy nawet postawiłam pierwszy krok.
Potem szłam już bez zastanowienia. Spróbowałam biegać, wszystko było w porządku.
Po tygodniu wyszłam ze szpitala. Mogłam już normalnie chodzić.
Dlatego postanowiłam pójść do Louisa.
Zadzwoniłam na dzwonku do drzwi i chwilę poczekałam.
Wyszedł Louis. Bardzo się ucieszyłam na jego widok.
- Hej, to ja.
- Angie?
- Tak, zapomniałeś?
- Nie, po prostu cię nie poznałem...
Trochę się zdziwiłam, dlaczego na mnie nie patrzy, tylko w ziemię.
- Co się stało?
- Odkąd cię nie było, spotkało mnie coś smutnego...
- Co?
Wystraszyłam się okropnie.
- Niestety, nie będę mógł cię więcej zobaczyć...
- O, nie...
- Przepraszam cię.
- To nie twoja wina, tylko moja.
Jakbym nie miała operacji, wtedy nie doszłoby do tego!
- Nie Angie, to nie jest nikogo wina.
Tak bywa, muszę się z tym pogodzić...
Przytuliłam mocno Louisa i cicho szepnęłam mu do ucha:
- Wystarczy wierzyć...